RSSFaceBook

Projektowanie z zastosowaniem traw ozdobnych – proste i łatwe?

Moda na trawy ozdobne ma wieloletnią tradycję. W Polsce to ciągle jest nowość. Na zachodzie ten segment „rynku ogrodniczego” ciągle się rozszerza. Odpryski jego docierają do kraju, głównie w postaci nowych odmian w ofertach szkółek. Zdaniem autora ten „wysyp” staje się powoli coraz trudniejszy do ogarnięcia przez przeciętnego wielbiciela roślin. Z jednej strony faktem staje się nadprodukcja kultywarów pewnych grup (np. miskantów) a jednocześnie brakuje na rynku wielu wartościowych gatunków (i ich odmian). Jak się w tym połapać?
Podstawą powinno być spojrzenie na rośliny przez pryzmat ich użyteczności. Czyli zaczynanie zagospodarowywania rabaty nie od kupna wszystkiego co się podoba tylko znalezienia pomysłu na nią, myśli przewodniej, idei. Następnie przełożenie koncepcji na papier – zrobienie projektu. Komponowanie ad hoc z tego co się ma pod ręką zazwyczaj kończy się spektakularną porażką. Prawem każdego posiadacza zagospodarowanego skrawka ziemi jest oczywiście zachwycanie się nim ale zazwyczaj pobieżne spojrzenie na takie „dzieło” nasuwa jednoznaczny komentarz: śmietnik pełen ślicznych roślin. To smutna rzeczywistość.
Tymczasem zaprojektowanie niewielkiej rabaty nie wymaga specjalnych zdolności. Wyzwaniem może być pomysł na ogród, tutaj wiedza i doświadczenie są zazwyczaj niezbędne.
Prostota i czytelność założenia to najlepsza recepta na sukces. Kompozycja powinna być zróżnicowana ale nie przeładowana. Lepiej jest szukać „smaczków” w zmienności roślin niż w ilości gatunków i odmian. Początek to wybór dominanty, solitera. Trawy, wokół której buduje się dalsze elementy. Zazwyczaj najwyższej, najładniejszej. Tutaj trzeba konsekwencji, świadomego wyboru. A następnie trzymania się podjętej decyzji. Nie przykrywania tej „najpiękniejszej” kolejnymi „ślicznymi”, odrobinę niższymi. Wręcz przeciwnie – wydobycia, podkreślenia przez dużo mniejsze towarzystwo. Też atrakcyjne ale inne, różne.
Na skrzyżowaniu tych elementów zaczyna się szukanie niuansów. Bo pomysłów na tę drugą i ewentualnie trzecią „piękną” może być kilka:
 - Różnica pokrojów. Czyli np. jeśli soliter jest kolumnowy to kolejne piętro mogło by być fontannowe (np. Andropogon gerardii 'Great Tower' – Pennisetum alpecuroides 'Black Beauty'. Ale można również sobie wyobrazić potęgowanie wyprostowanego charakteru kompozycji poprzez wzniesiony kształt drugiego pietra (np. Andropogon gerardii 'Great Tower' – Molinia caerulea 'Haidebraut') a przekazanie otaczającemu niskiemu dywanowi zadania kontrastowania fontannowym pokrojem (np. Carex echinata 'Green Hair'). Nie jest niedorzecznym pomysł całej rabaty „dążącej do nieba” (Andropogon gerardii 'Great Tower' – Molinia caerulea 'Haidebraut' – Imperata cylindrica 'Red Baron'), gdzie różnice wynikają tylko z odmiennych wysokości, barw i faktur. Oczywiście dobranych w odpowiednich proporcjach.
 - Różnica kolorów. Znany podział na barwy ciepłe i zimne można wykorzystać w przeróżny sposób. Podstawą jest decyzja o zamierzonej tonacji. Możliwe są zarówno rabaty jednobarwne (np. w zieleniach, niebieskościach, bielach, żółciach, czerwieniach) jak i kontrastowe (niebieskości – żółcie, zielenie – biele, czerwienie – biele itd.). Za najmniej wskazane uznać należy kompozycje żółto – białe. Oczywiście nie można zapomnieć o spotykanej niejednoznaczności barwnej (np. kremowy – nieraz żółty, nieraz biały). Kolejne problemy to umiejscowienie kolorowych plam  – na elemencie dominującym czy dalszych oraz termin ukazywania się ich (wiosna, lato, jesień). Należy też brać pod uwagę, że trawy miewają kwiatostany. Nierzadko o wyrazistych barwach.
 - Różnica faktur – łodyg, liści i kwiatostanów. Elementy rzadko doceniane i traktowane jako ważne. A przecież liść wąski zdecydowanie odbiega od szerokiego, długi od krótkiego, ułożony płasko od zwisającego, pofalowany od gładkiego itd. To samo dotyczy kwiatostanów, które różnią się nie tylko barwą ale i wielkością, kształtem czy układem względem liści. Na ich kontrastach można opierać całe kompozycje. Klasyczny przykład to np. przeciwieństwo „pałeczek” seslerii do „obłoków” śmiałków.
 - Różnica terminów atrakcyjności. Pomysły mogą być dwa – komasowanie atrakcyjności całości nasadzeń w jednym terminie lub rozkładanie ich na dłuższy okres, zwykle cały sezon. Nie ulega wątpliwości, że każda kompozycja ma chwile sławy i momenty słabości. Kwestią świadomego wyboru powinna być decyzja, czy próbować tuszować jej niedostatki planując fajerwerki co jakiś czas czy szukać spotęgowanego szczytu piękna wszystkich elementów, godząc się niedostatki uroku w części roku. Pamiętać należy, że pokaźne grupy traw, głównie pochodzenia azjatyckiego i amerykańskiego (np. miskanty, piórkówki, prosa) do połowy kwietnia a nieraz i dłużej „straszą” nielicznymi kilkucentymetrowymi młodymi przyrostami. Najrozsądniej je sadzić na drugim i trzecim planie. Jeśli muszą być z przodu to raczej w małych ilościach. Zdaniem autora decyzja taka powinna w dużej części wynikać z położenia nasadzenia względem głównych szlaków komunikacyjnych i okien. To co widać często powinno prezentować się względnie ładnie przez cały rok.

Ponad 700 gatunków i odmian traw ozdobnych, o różnej wysokości, kształcie, kolorze, fakturach i terminie atrakcyjności umożliwia zaprojektowanie wielu tysięcy atrakcyjnych zestawień. Dodawszy do tego ich najróżniejsze usytuowanie względem siebie śmiało stwierdzić można, że ich możliwości aranżacyjne są nieograniczone. Tym bardziej, że mniej istotne wydają się ich uwarunkowania ekologiczne. Nie zaprzeczając faktowi, że duże ich grupy wytrzymują w miejscach stale zawilgoconych i suchych, żyznych i ubogich, z odczynem kwaśnym i zasadowym, pozbawionych bezpośredniego promieniowania jak i całkowicie nasłonecznionych, należy podkreślić ich niesamowita plastyczność w odniesieniu do otaczającego środowiska. Nie należy nigdy z góry zakładać, że roślina, teoretycznie z cienia czy błota, nie da sobie rady w przeciętnych warunkach czyli pełnym nasłonecznieniu i przeciętnej wilgotności. Oczywiście najbezpieczniej jest grupować trawy ozdobne zgodnie z ich naturalnym pochodzeniem ale wieloletnie doświadczenia autora wskazują, że ich możliwości adaptacyjne są niesamowite. Na szczególne przyjrzenie im się zasługują gatunki wilgociolubne, szybko rosnące, często oryginalne. Ich zastosowanie nie powinno ograniczać się wyłącznie do stref błotnych popularnych oczek. Duża grupa turzyc, sitów, trzcin powinna trafić na eksponowane miejsca.
Nie do przeskoczenia, niestety, są ich możliwości akceptacji niższych temperatur niż w naturze. Nierzadkie w ostatnich latach ekstrema zimowe – wysokie i niskie temperatury, brak śniegu i jego nadmiar oraz związane z nimi straty w nasadzeniach nakazują ostrożność w tłumnym obsadzaniu ciekawostkami rabat. Należy się trzymać 6 strefy mrozoodporności, brać pod uwagę także przewagę gatunków pochodzenia europejskiego i amerykańskiego nad azjatyckimi czy nowozelandzkimi. Ograniczony sceptycyzm należy wykazać np. wobec większości miskantów, bambusów czy kolorowych turzyc.
Nie ulega wątpliwości, że nie ma brzydkich roślin, są tylko złe projekty. Niemniej składają się one z gatunków i odmian. Bezsprzeczna jest wyższość kultywaru (odmiany) nad gatunkiem. Gwarantuje on stałość cech: wysokości, pokroju, koloru, terminu kwitnienia itp. W przyzwoitej koncepcji powinno być jak najmniej „samych” gatunków. Zwłaszcza wyższych. Bo przy rozmnażaniu z siewu nigdy nie ma pewności, że ten potrzebny, 1,5 m, element nie okaże się nagle niższy o 0,5 m i przestanie być widoczny. Sensowne wydaje się też korzystanie z zaledwie kilku odmian jednego gatunku, o ewidentnych różnicach. Czym niższa roślina tym powinno być ich mniej. Popularne niebieskawe kostrzewy doczekały się już kilkudziesięciu kultywarów różniących się w praktyce niuansami. Rozsądek nakazuje wybór 2 – wyższego (np. 'Elijah Blue') i niższego (np. 'Bergsilber'). Miskanty liczą ich około 300, stosować powinno się najwyżej kilkanaście. Odmienności, zamiast w kolejnych selektach znanych roślin, trzeba szukać w kultywarach innych gatunków. A tych atrakcyjnych, niedocenianych, zarówno małych jaki i dużych, jest w bród. Andropogon gerardii, Elymus canadensis, Panicum amarum, Pennisetum orientale, Carex paniculata, Scirpus sylvaticus, Stipa sp. (za wyjątkiem Stipa tenuissima), Juncus effusus., Brachypodium sylvaticum, Eragrostis airoides, Sesleria tatrae itd. Ich w nasadzeniach nie ma. A powinny – zamiast kolejnych kostrzew, piórkówek i miskantów.
Na koniec odrobina kontrowersji czyli trawy ekspansywne. Pogardzane, traktowane jako „konie trojańskie”, lokalizowane na „śmietniku ogrodnictwa”. Czy słusznie? Autor ma wątpliwości. Niewątpliwie przy typowych nasadzeniach, gdzie każda roślina jest inna, mogą być problemem. Ale przy „porządnych” projektach, gdzie operuje się plamą a nie osobnikiem, nie należy z góry ich  skreślać. Kwestia do rozważenia jest czy ich szybkość wzrostu zrekompensuje nakłady poniesione na wkopanie ogranicznika kontrolującego rozrastanie się. Inną sprawą jest, że niektórych nie da się zastąpić innymi. Dopiero w 2012 r. autor odkrył substytut dla miskanta cukrowego (Miscanthus sacchariflorus) pod postacią kępowej odmiany 'Lenda'. Ale np. dla spartyny sercowatej (Spartina pectinata 'Aureomarginata') alternatywy nie ma. Jest najpiękniejszą z traw o „płaczącym” pokroju. Trzcina pospolita (Phragmites australis 'Variegatus') jest najlepiej wybarwioną na żółto trawą. Wysoką, o pięknych kwiatostanach. Wbrew pozorom nieźle rosnącą tam gdzie wody jest trochę mniej. Nie może z nią konkurować ani wrażliwa lasecznica trzcinowata (Arundo donax 'Golden Chain') ani miskanty : 'Goldfeder', późno atrakcyjny i ze skłonnością do pokładania się czy 'Jubilaris' - niezakwitający i często marnie wybarwiający się.

Ta garść uwag jest tylko zarysowaniem tematu. Ma uzmysłowić, że trawy ozdobne, tak jak i inne rośliny, są surowcem, materiałem do wykorzystania,  z różnorakimi zaletami i wadami. Mają określoną wysokość, kształty i kolory. Pełne korzystanie z ich niecodziennej urody, w ramach woli i fantazji projektanta, wymaga głębszego „zapoznania się” z nimi do czego autor oczywiście zachęca.

Nie masz uprawnień do komentowania